Sobota, 21 września 2019 r. imieniny: Darii, Mateusza, Wawrzyńca | Sobota XXIV tygodnia okresu zwykłego | Święto Św. Mateusza Apostoła i Ewangelisty

konferencje 2014

konferencje 2014 6 sierpnia 2014 wyświetleń: 1983

06-08-2014 - Konferencja 13 - Tajemnica III Bolesna: Cierniem ukoronowanie, wspólnota, Kościół.

Człowiek w swoim życiu poszukuje podobnych sobie ludzi i tworzy z nimi więzi. Łączy się w pary i zakłada rodzinę, szuka znajomych przyjaciół, zjednuje sobie sąsiadów, zakłada kluby i stowarzyszenia, aby razem wzrastać i iść przez życie. Zadanie wspierania ludzi do ich dążenia do życia w jedności i miłości miedzy sobą i z Bogiem otrzymał od Jezusa Chrystusa Kościół. 

W księdze Dziejów Apostolskich św. Łukasz tak opowiada o życiu we wspólnocie i braterskiej miłości pierwszych chrześcijan – pierwotnego Kościoła. Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie. Bojaźń ogarniała każdego, gdyż Apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali  majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca. Wielbili Boga a cały lud odnosił się do nich życzliwie (Dz 2, 42-47). Kościół pierwotny nie tylko głosił Żydom Dobrą Nowinę o Jezusie, która była przyczyną ich nawrócenia, ale wprowadzał w coraz pełniejsze rozumienie nauki Jezusa. Pierwsi chrześcijanie czynili to, trwając w nauce Apostołów i we wspólnocie umacnianej przez łamanie chleba i modlitwie. Wspomniany sposób życia był owocem ich wiary. Łączyła ich wzajemna miłość, troska o potrzeby innych, skromność, radość z przebywania we wspólnocie zbawionych. Nie tylko słowem, lecz i postawą świadczyli o swojej wierze, ukazując, że wymaganiom Jezusa można sprostać. Dzięki ich autentyczności wielu ludzi przyłączało się do nich, nawracając się do nich i przyjmując chrzest. Od chrztu  świętego należymy do tej samej wspólnoty Kościoła. Podobnie jak pierwsi chrześcijanie i my opieramy się na nauce Apostołów, w której rozumienie pogłębiamy w Kościele i przez Kościół. Gromadzimy się również na Eucharystii. Podczas niej oddajemy Bogu cześć, wyznajemy swoją wiarę, a także modlimy się za całą wspólnotę Kościoła i cały świat. Wspólnota Kościoła dba również o ludzi potrzebujących, udziela im pomocy materialnej i duchowej, Jednak w każdej z tych dziedzin możemy zrobić jeszcze więcej. Św. Jan Paweł mówił: Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi…Nie zatwardzajmy serc, gdy słyszymy krzyk biednych. Starajmy się usłyszeć to wołanie. Starajmy się tak postępować i tak żyć, by nikomu w naszej Ojczyźnie nie brakło dachu nad głową ii chleba na stole, by nikt nie czuł się samotny, pozostawiony bez opieki. Jezus oczekuje od nas  wiarygodności, jedności, prawdziwego braterstwa, szczerej miłości Boga i bliźniego, hojności zaangażowania. Swym życiem mamy dawać świadectwo innym. Każdy z nas, będąc członkiem wspólnoty, ma wpływ na to jaka ona będzie, czy będzie przyciągać innych do Chrystusa. Od naszego osobistego zaangażowania w służbę Jezusowi poprzez troskę o dobro drugiego człowieka zależy kształt Kościoła. Jestem bardzo potrzebny wspólnocie, do której należę, jestem potrzebny mojej rodzinie i mojej parafii. Potrzebuję wspólnoty, abym mógł się właściwie rozwijać i realizować. Bogactwo wspólnot w kościele polega na różnorodności: każdy jest kimś niepowtarzalnym i każdy zachowuję swoją indywidualność, może ubogacić wspólnotę sobą samym. Nikt nie jest samotną wyspą. Chrześcijanin oddzielony od innych nie ocali się w dzisiejszych czasach. Warto się zatem zapytać: Jaka jest moja rodzina/parafia? Jakie są je dobre a jakie słabe strony? Co czynię, aby w mojej rodzinie/parafii było więcej dobra? Jaki jest mój udział w niej? Co mogę i co powinienem  zrobić by przyprowadzić innych do Jezusa? To, jaka  jest moja rodzina, zależy nie tylko od mamy, taty, siostry czy brata – to zależy także ode mnie. To, jak jest moja wspólnota parafialna, zależy ni tylko od księdza, ministrantów – to zależy także ode mnie. Sięgnijmy teraz do życia i nauczania św. Jana Pawła II- papieża, który w sercu nosił każdą wspólnotę życia ludzkiego czy też społecznego. Papież Franciszek 27 kwietnia 2014 r. podczas uroczystości kanonizacyjnej podkreślił w homilii o Janie Pawle II: „Kiedyś sam tak powiedział, że chciałby zostać zapamiętany jako papież rodziny”. Temu życzeniu stało się zadość: ogłaszając naszego rodaka świętym, obecny Biskup Rzymu proklamował go papieżem rodziny. Co z tego faktu wynika dla katolików? Czy ten zaszczytny tytuł nie jest dla nas wyzwaniem w sytuacji, kiedy tradycyjna rodzina – powtórzmy to po raz kolejny na tych łamach – jest zagrożona i dotknięta kryzysem? Nie od rzeczy będzie zauważyć, że Karol Wojtyła, który tak krótko cieszył się pełną rodziną, bo w młodości stracił najbliższych, swoje relacje z innymi budował na zasadach rodzinnych. Może właśnie dlatego cenił wartość pełnej rodziny, gdzie jest ojciec, matka i dzieci. Środowisko jego przyjaciół i znajomych, nad którym roztaczał pieczę duszpasterską, zwane było Rodzinką. Wprawdzie ks. Karol, dla zmylenia czujności bezpieki, nazywany był Wujkiem, ale de facto pozostawał dla swoich bliskich ojcem duchowym. Kiedy został papieżem, stworzył rodzinę ze swych domowników. Wiadomo, jak ważną, jednoczącą rolę w rodzinie pełni stół. Otóż Jan Paweł II zapraszał do swego domu na posiłki znajomych i przyjaciół. Wszyscy żyjący uczestnicy tych biesiad do dziś wspominają, że atmosfera w domu papieskim była rodzinna.Z okazji ogłoszenia Jana Pawła II patronem rodziny, warto przypomnieć największe zasługi Ojca Świętego w tej dziedzinie. Trzeba od razu powiedzieć, że żaden z papieży nie poświęcił tyle miejsca nauczaniu na temat rodziny, co Jan Paweł II. Już w trzecim roku swego pontyfikatu powołał Papieską Radę ds. Rodziny, która zastąpiła Komitet ds. Rodziny ustanowiony przez Pawła VI. Dokument o utworzeniu Papieskiej Rady ds. Rodziny opublikowano 13 maja 1981 r., a więc w dniu zamachu na Ojca Świętego. Czy zbieżność tych dwóch faktów można ze sobą łączyć? Jeżeli zamach interpretuje się jako złożoną przez Papieża ofiarę cierpienia za świat, to można chyba uznać, że najbardziej Ojciec Święty cierpiał właśnie za rodzinę.Jeszcze w tym samym roku ukazała się adhortacja apostolska „Familiaris consortio” – o zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym. Była ona owocem odbytego rok wcześniej pod przewodnictwem Papieża 5. Zgromadzenia Generalnego Synodu Biskupów na temat: „Zadania rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym”.„Familiaris consortio” to najpełniejszy wykład Magisterium Kościoła na temat istoty, obowiązków i zagrożeń współczesnej rodziny. W dokumencie tym Ojciec Święty z całą stanowczością podkreśla nierozerwalność małżeństwa i ukazuje rodzinę jako komunię osób. Wskazuje na negatywne zjawiska we współczesnej rodzinie, u których podstaw często leży „skażone pojęcie i przeżywanie wolności”. Papież dostrzega obrazę ludzkiej godności w naciskach władz państwowych, zmierzających do ograniczenia wolności decyzji małżonków odnośnie do posiadania potomstwa. Przeciwstawia się stosowaniu środków antykoncepcyjnych, opowiadając się za naturalnymi metodami regulacji poczęć. Dziecko – podkreśla Papież – jest najcenniejszym darem małżeństwa, odbiciem i trwałym znakiem miłości małżeńskiej. „Familiaris consortio” przypomina niezbywalne prawo rodziców do wychowania dziecka, wobec którego są oni pierwszymi głosicielami Ewangelii. Uzupełnieniem „Familiaris consortio” była ogłoszona dwa lata później Karta Praw Rodziny, przedłożona przez Stolicę Apostolską wszystkim ludziom, instytucjom i władzom zainteresowanym misją rodziny w świecie współczesnym. Powstała ona w obronie łamania podstawowych praw rodziny. Niezaprzeczalnym wkładem Jana Pawła II w teologię małżeństwa i rodziny był cykl 130 konferencji, które Papież wygłaszał podczas audiencji generalnych w latach 1979-84. Podstawę do Wielką promocją chrześcijańskiej rodziny były Światowe Spotkania Rodzin z Ojcem Świętym. Jan Paweł II wielokrotnie spotykał się z rodzinami, a podczas podróży zagranicznych zdarzało się, że niespodziewanie odwiedzał zwykłe rodziny. Jan Paweł II uważał, że człowiek jest drogą Kościoła, a nie odwrotnie. Najważniejszą, niepowtarzalną drogą była dla Papieża rodzina, bo człowiek w rodzinie przychodzi na świat. A kiedy w przyjściu na świat brakuje rodziny – zauważa Papież – to jest to brak i wyłom bardzo bolesny, ciążący na całym życiu. W adhortacji „Christifideles laici” Jan Paweł II z kolei dowodzi, że rodzina jest „pierwszą i podstawową szkołą uspołecznienia”. W rodzinie bowiem człowiek uczy się wrażliwości i postaw społecznych. Papież daje do zrozumienia, że zdrowa rodzina to zdrowe społeczeństwo. Przypisuje rodzinie ogromną rolę, twierdząc, że zadecyduje ona o przyszłości Starego Kontynentu. Przemawiając do uczestników europejskiego sympozjum nauczycieli akademickich 25 czerwca 2004 r., Jan Paweł II stwierdził: „Można powiedzieć, że rodzina jest zwierciadłem społeczeństwa, a zatem i kształtującej się obecnie Europy. Przemiany zachodzące w rodzinie są i będą najważniejszym wskaźnikiem rozwoju kulturowego oraz instytucjonalnego kontynentu”. „Kto niszczy tę podstawową tkankę organizmu społecznego, nie szanując jej tożsamości i podając w wątpliwość jej zadania, zadaje głęboką ranę społeczeństwu i wyrządza szkody, często niepowetowane” – przestrzegał w innym swoim przemówieniu Papież. Mimo olbrzymich wysiłków nie udało się Janowi Pawłowi II zjednoczyć wszystkich ludzi wokół idei obrony życia. Zwolennicy aborcji uważają, że problem ten został zideologizowany przez katolików, mimo iż Papież tłumaczył, że obrona życia to nie kwestia określonego światopoglądu, ale sprawa, która powinna być traktowana jako imperatyw i obowiązek spoczywający na wszystkich ludziach. Jednakże, przypominał Ojciec Święty, miejscem, które powinno zapewnić ochronę życia ludzkiego od jego poczęcia aż do naturalnego końca, powinna być rodzina, nazwana w encyklice „Centesimus annus” sanktuarium życia. Jedną z najbardziej zapamiętanych homilii w obronie życia Jan Paweł II wygłosił w 1991 r. w Polsce. Podczas Mszy św. na lotnisku aeroklubu w Masłowie pod Kielcami, w strugach ulewnego deszczu, Papież apelował do rodaków o zmianę stosunku do dziecka poczętego, które – nawet jeśli pojawi się nieoczekiwanie – nigdy nie jest intruzem ani agresorem. W kontekście zjawiska aborcji odpowiedzialnych za życie społeczne w Polsce pytał, czy wolno lekkomyślnie narażać polskie rodziny na dalsze niszczenie. Przestrzegał, że nie można stwarzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia. „Z tego trzeba zrobić rachunek sumienia u progu III Rzeczypospolitej!” – grzmiał Papież. Swoją homilię, jak pamiętają zapewne starsi z nas, kontynuował niemal krzycząc: „Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry!”. Sześć lat później, 4 czerwca 1997 r., niezwykle ważne słowa na temat obrony życia padły z ust Ojca Świętego w Kaliszu. Jan Paweł II mówił wówczas: „Miarą cywilizacji – miarą uniwersalną, ponadczasową, obejmującą wszystkie kultury – jest jej stosunek do życia. Cywilizacja, która odrzuca bezbronnych, zasługuje na miano barbarzyńskiej. Choćby nawet miała wielkie osiągnięcia gospodarcze, techniczne, artystyczne, naukowe. Kościół, wierny misji otrzymanej od Chrystusa, mimo słabości i niewierności wielu swych synów i córek, konsekwentnie wnosił w dzieje ludzkości wielką prawdę o miłości bliźniego, łagodził podziały społeczne, przekraczał różnice etniczne oraz rasowe, pochylał się nad chorymi i nad sierotami, nad ludźmi starymi, niepełnosprawnymi, bezdomnymi. Uczył słowem i przykładem, że nikogo nie można wykluczyć z wielkiej rodziny ludzkiej, że nikogo nie wolno wyrzucać na margines społeczeństwa. Jeżeli Kościół broni życia nienarodzonych, to dlatego, że pochyla się także z miłością i troską nad każdą kobietą, która ma rodzić! Ze szczególną miłością i troską!”. Jan Paweł II cały świat traktował jako jedną wielką rodzinę ludzką i, jak twierdzi znakomity biograf papieski Andrea Riccardi, „tworzył lud ponadnarodowy”. Czynił to przez swoje podróże, adresowane nie tylko do katolików, ale w zasadzie do wszystkich ludzi, przede wszystkim zaś jednoczył ludzi przez swoje nauczanie. Walka o wolność narodów uciśnionych i o prawa człowieka czyniła z Papieża przywódcę globalnego, ojca rodziny ludzkiej, autorytet ponadreligijny. Nawet przedstawiciele innych religii mówili o nim: ojciec. Rodzina jest dzisiaj wyśmiewana i niszczona. W mediach świeckich lansuje się zupełnie inny model rodziny, a „małżeństwa” homoseksualne, zalegalizowane nawet w tak katolickim kraju jak Malta, próbuje się przedstawiać jako przejaw postępu i jako coś najzupełniej normalnego, katolików, którzy mają na to zupełnie inny pogląd, plasując w średniowieczu jako zacofanych. W tej sytuacji decyzja papieża Franciszka, aby Jana Pawła II ogłosić papieżem rodziny nabiera szczególnego znaczenia i daje dodatkowy atut do walki o obronę tradycyjnej rodziny. Nie wystarczy orędownictwo Papieża w niebie za rodziną, ale potrzeba naszego wyrazistego świadectwa i zdecydowanego przeciwstawiania się, kiedy rodzina jest ośmieszana, a jej prawa łamane. W tym kontekście warto pamiętać o tym, o czym Jan Paweł II mówił 11 czerwca 1987 r. podczas Mszy św. dla rodzin w Szczecinie. Papież podkreślił wówczas, że Kościół w Polsce stoi wiernie po stronie rodziny i jej dobra, nawet gdy w niej samej nie znajduje zrozumienia. Kościół „nie tylko głosi z miłością, ale i ze stanowczością objawioną naukę dotyczącą małżeństwa i rodziny, nie tylko przypomina jej obowiązki i prawa, ale również obowiązki innych, zwłaszcza obowiązki społeczeństwa i państwa wobec rodziny, stara się także ciągle rozwijać potrzebne struktury duszpasterstwa, których celem jest niesienie moralnej pomocy rodzinie chrześcijańskiej (dodajmy: nie tylko moralnej, ale także materialnej i egzystencjalnej, o czym świadczą m.in. domy samotnej matki). I może tej obecności i wrażliwości zawdzięczamy w głównej mierze to, że zło zagrażające rodzinie nadal nazywane jest złem, grzech nadal nazywany jest grzechem, wynaturzenie – wynaturzeniem; że nie zwykło się tutaj, jak to czasem bywa w świecie współczesnym, konstruować teorii dla usprawiedliwienia zła i nazywania zła dobrem” – mówił blisko 30 lat temu Papież rodziny.

Ojciec Święty nosił również w sercu różne wspólnoty religijne. Dążył do tego, aby „dialog między religiami doprowadził do przezwyciężenia wszelkiej wrogości, nieufności, wzajemnego potępiania czy nawet wzajemnych zniewag, co stanowi wstępny warunek spotkania przynajmniej w wierze w jednego Boga i w pewności życia wiecznego dla nieśmiertelnej duszy” (RP 25).Obok niezwykle istotnych słów Ojciec Święty pozostawił nam także czyny, gesty i spotkania, które doskonale ilustrują jego poglądy i mają niezwykłą moc przekonywania. Trzeba tutaj podkreślić choćby międzyreligijne spotkanie modlitewne w Asyżu (1986 r.), prace Papieskiej Akademii Nauk, nieustanny dialog z młodzieżą, spotkania z dyplomatami niemal wszystkich krajów oraz przemówienia w Organizacji Narodów Zjednoczonych jak również dążenie papieża do zaprzestania wszelkich wojen, konfliktów miedzy narodami i apel  i modlitwę o pokój na świecie.


Ks. Łukasz Mróz

aktualizowano: 2014-08-18
Wszystkich rekordów:

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

Fundacja SZCZECIŃSKA

ul. Królowej Korony Polskiej 28E, 70-485 Szczecin skr. 167, tel. 91 885 1 845, KRS 0000281775, REGON 320361925, NIP 8513012136 2019 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone